Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Wto Kwi 22, 2014 9:05 pm

Mieszkanie to jest w nieco lepszym stylu, na nowym osiedlu.
***
Hol zaraz po wejściu:


Po prawej drzwi do sypialni:

A w środku:


Cofając się na hol, znajdzie się otwarte przejście do salonu:

Posiadającego aneks kuchenny:

Oraz wyjście na niewielki balkon:



Jedne z drzwi w salonie prowadzą do łazienki:


Na holu znajdują się jeszcze drzwi do małej pracowni malarskiej:
avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Wto Kwi 29, 2014 11:00 pm


Droga minęła dość szybko, nie potrafił myśleć o czymkolwiek innym oprócz chłopaka. Zapomniał nawet z nim porozmawiać, jednak miał w duchu nadzieję iż brunet to zrozumie. Po prostu cieszył się jego powrotem, jego obecnością przy sobie. Wszystko inne było teraz nie ważne, w końcu go odzyskał. W końcu może szczerze się uśmiechnąć, co prawda już nie tak pewnie jak kiedyś jednak zawsze to jakiś postęp po tym roku.
Otworzył drzwi od swojego mieszkania i od razu zdjął kozaki i włożył je do specjalnej szafki z zieloną narzutą, mieszczącej się w holu po prawej stronie. Na ścianie obok w holu mieścił się jeden z jego obrazów;

Zerknął kątem okna na niego uśmiechając się smutno na wspomnienie, gdy go malował. To był miesiąc po tym jak dostał to mieszkanie. Tamtej nocy wziął sporą ilość leków uspokajających. Wspomnienia, które go męczyły nasilały się, więc starał się je wyciszyć ze wszystkich sił. Za oknem mocno padało, było duszno. Miał wtedy pootwierane okna w całym domu, możliwe też że się napił czegoś mocniejszego. Malował przy świecach na podłodze, ubzdurała mu się zasada po wychowywaniu się w klasztorze, aby podczas burzy nie mieć włączonej elektryczności. Pamiętał, jak myślał malując to, o dniu w którym zadano mu blizny. Wiedział, że nie był najlepszym chłopakiem z charakteru, że był złośliwy i często zwalał na kogoś duże kłopoty. Jednak nigdy nie posunął się do takiego kroku, jaki został mu zadany. Pamiętał szczątki z tamtego dnia, mocne uderzenia, krzyki, ból, więcej bólu. Co było wtedy dla niego najgorsze? To, że ból go podniecał i nie umiał tego wyłączyć, myślał sobie kiedyś, że to nawet fajne takie „bycie masochistą”. Jednak gdy jest się gwałconym, a ciało mimo wszystko reaguje na takie chore rzeczy podnieceniem… Brało go na obrzydzenie, gdy tylko sobie o tym przypominał. Obleśny. Rzygać mi się chce. To było chore, wstydził się nawet do tego przyznać. Nikomu nie opowiedział dokładnie co się stało. No najwięcej wiedział psycholog, jednak nie wszystko. Zacisnął na chwilę oczy, odrzucając teraz te wspomnienia. Był szczęśliwy, nie będzie niszczył tej chwili czymś takim. Zaprowadził chłopaka do aneksu kuchennego i wyjął z lodówki jakieś warzywa oraz przygotowany wcześniej sos w pojemniku.
- Odstąpiłem od święceń. Pracuję teraz w przedszkolu jako opiekun dzieci. Myślałem… - zawiesił na chwilę głos.
Jego wzrok teraz cały czas trwał w przyrządzanym na blacie kuchennym daniu, a konkretnie sałatki greckiej. Posiekał szybko kapustę pekińską, dorzucił do niej pokrojone już pomidory i oliwki, po czym dodał bazylii i fety, a następnie oblał to sosem. Ustawił dwa talerze na stoliku, a sałatkę postawił na środku. Wyjął z jednej z szafek jeszcze dwa wysokie kieliszki, a z lodówki czerwone wino, które ustawił również na stole.
- Chodź, zjedz ze mną. – zaprosił go, sam siadając na swoim krześle. Wcześniej nie był typem osoby, która potrafiła by chociażby poprawnie zaparzyć herbatę, a teraz gotował spokojnie sam dla siebie różne dania, uczył się także nowych przepisów. – Myślałem o tobie każdego dnia. Tęskniłem, wierzę że miałeś dobry powód, ale teraz już wróciłeś na stałe, prawda? Możesz u mnie zamieszkać, ten dom jest dla mnie samego za duży, wybierałem go w sumie z nadzieją, że wrócisz i zamieszkamy razem… Nie masz nikogo, prawda? W końcu nie spotkalibyśmy się, ani byś mnie nie pocałował. – zaśmiał się cicho i powoli zaczął jeść swoją część dania. Nalał im jeszcze do połowy kieliszków wina.

avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Gość on Sob Maj 03, 2014 8:11 pm

To wszystko działo się… zdecydowanie za szybko. Cała ta droga, dystans pokonany przez niego od wejścia  do kuchni, jak i przygotowania kolacji. Sam nie wiedział za bardzo, jak się zachować. Chciał usiąść i porozmawiać, tudzież pomóc mu przy robocie, jednak niezbyt miał pojęcie, za co się najpierw zabrać, by go jakoś nie urazić i nie pokrzyżować mu ewentualnego planu. Cóż mu więc pozostało? Pozbawiony płaszcza, parasola i obuwia zajął miejsce obok rudowłosego zjawiska, przelotnie zerkając na swoją porcję posiłku. W milczeniu słuchał tego, co Louise miał mu do powiedzenia. Żadne z wypowiedzianych przez niego słów nie było dlań zaskoczeniem; żadna obawa, żadna myśl. Sam na jego miejscu dręczyłby się takimi wizjami. Ba! Nawet niedawno miewał podobne! Zawsze jednak dochodził do wniosku, że owe przemyślenia są zbyt pesymistyczne, jak na niego, więc dawał sobie z nimi spokój.
- Za dużo myślisz, Loui. – powiedział, opierając policzek na dłoni i przyglądając się rudzielcowi z uśmiechem.  – Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Jak mógłbym Cię zostawić? Do tego dla innej osoby? Jestem szczery i  trwały w uczuciach, do tego nie rzucam słów na wiatr. Obiecałem, że do Ciebie wrócę, no i proszę: wróciłem! – wyciągnął rękę i odgarnął mu kilka rdzawych kosmyków za ucho, by mu przypadkiem nie wpadały do talerza z sałatką. Ogółem nie sądził, by czerwone wino nadawało się do tej przystawki, ale komentować tego nie zamierzał. Podobnie jak tego, że butelka została wyjęta z lodówki. Jak się tam znalazła? Po co? W lodówce nawet szampana się nie trzyma… No ale cóż, jego mieszkanie, to jego zasady. Wtrącanie się w nie ze startu nie byłoby zbyt dobrym pomysłem.
- Opowiedz mi, co się działo przez ten rok. Chcę wiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło. – rzekł miękko, głaszcząc go lekko po policzku. Sałatka mogła poczekać. Nie pali się, nie ucieka, nie krzyczy… Więc było dobrze. Raczej. Wszak uciekająca sałatka z pewnością nie byłaby zbyt pozytywnym zjawiskiem. Jak to pisali w poradniku kucharskim dla mężczyzn: „marchewka jest świeża, gdy nie odbija się od podłogi; mąka jest dobra, gdy nie pełznie…”. Pożywienie uciekające z talerza mogło być świeże w dwóch przypadkach. Jednym z nich było podanie całego zwierzęcia, przykładowo kaczki. Drugim zaś – podanie owoców morza. Tak, wtedy produkty miały gwarancję świeżości i wyjątkowo długi termin przydatności do spożycia...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Sob Maj 03, 2014 11:14 pm

Nie wytrzymał, nie mógł już dłużej. Odsunął się od jego dłoni, chcąc uniknąć jakiegokolwiek dotyku. Owszem sam na początku pocałował go i mocno przytulił rozklejając się przy tym nieco, jednak teraz wrócił do nowego siebie. Tego który unikał czegokolwiek, tego który się odciął. Odsunął się nieco na swoim miejscu momentalnie tracąc apetyt na cokolwiek. /Co to miało znaczyć? „no i proszę wróciłem!” Zupełnie jakby nic się nie stało. Masz mnie za idiotę? Nawet nie wiem co się z tobą działo, nawet nie zacząłeś czegokolwiek wyjaśniać i chcesz wiedzieć co było przez ten rok?!/ Pomimo jego burzliwych myśli twarz pozostawała niezmienna. Nie wyrażała uśmiechu, smutku, żalu, właściwie była pusta i bez żadnego wyrazu, emocji.
- Przez ten rok mówisz. Chodziłem do psychologa, od dwóch miesięcy zaprzestałem. Dostałem mieszkanie, czy raczej wykupiłem je za odszkodowanie. Kilka razy próbowałem nałykać się leków, przez co lądowałem w szpitalu. Ubzdurało mi się, że może jakimś cudem się o tym dowiesz i mnie odwiedzisz jednak po piątym razie straciłem nadzieję. Wmawiałem sobie, że nic mi nie jest, że jakoś się ułoży, że wrócisz. – Podniósł na niego wzrok. – Żyję z dnia na dzień. Staram się nie myśleć o przeszłości. Każdej nocy śni mi się dzień w którym mnie zgwałcono. Nie licząc tego, jest wszystko dobrze. – Uśmiechnął się jak najszerzej sztucznie tylko umiał. – Ah i ostatnio jak byłem u lekarza dowiedziałem się, że możliwe iż będę potrzebować przeszczepu nowego serca. Jednak na razie nie wiadomo. – Wstał z miejsca, po czym podszedł do ściany i się o nią oparł. – Kilka razy rozmyślałem jak wyglądałby twój powrót. Najbardziej lubię tą myśl… - Zamknął oczy i lekko się uśmiechnął. – Pada mocny deszcz, zaczyna grzmieć, ja jestem ubrudzony w farbach, słyszę jak ktoś puka. Przekonany, że to sąsiad albo akwizytor otwieram, widzę ciebie, wypuszczam pędzle z rąk, zamieram. Jesteś przemoczony od deszczu, w samej koszuli i spodniach, popychasz mnie do środka, zatrzaskujesz drzwi i mówisz: „Tak bardzo tęskniłem, myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę Loui…” Czuję jak mnie obejmujesz, podnosisz moją głowę. Całujemy się z utęsknieniem, nic nie jest ważne, nic się nie liczy, idziemy pośpiesznie pragnąc się wzajemnie. Spędzamy przyjemną i burzliwą noc, a rano.. Rano żyjemy dalej razem z uśmiechami na twarzach. Robimy wspólne śniadania, chodzimy na randki, przychodzisz po mnie do pracy. – Otworzył nieco oczy, jednak miał opuszczoną głowę i patrzył się wprost na swoje buty. – Jednak to nigdy nie nastąpiło. Ja się zmieniłem, boję się. Pragnę rozpaczliwie i się boję. Bo tak bardzo cię kocham Xan… Tak bardzo, że aż przeraża mnie, że mogę się obudzić a Ty okażesz się być jedynie moją marą. Albo znowu wyjdziesz bez słowa, kiedy otworzę oczy pewien, że cię zobaczę, a usłyszę „jego już nie ma”. Nie wiem czy dam radę Xanderze, jestem słaby. Boję się, że przestaniesz kochać ‘’tego’’ mnie. – zakończył szeptem.
avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Pią Cze 20, 2014 1:11 pm

***
Tak jak się tego obawiał, tak też się stało. Zaufał, myślał że już wszystko się ułoży, że zacznie żyć na nowo, a piękny sen okaże się prawdą, a nie kolejnym koszmarem. Nie pamiętał już dokładnie tamtego dnia. Spotkali się, opowiedział mu o wszystkim, a co było potem? Gdzie się podział? Nie mógł sobie przypomnieć jego wyjścia z domu, jego słów, jego wyrazu twarzy. Wszystko zostało zamazane przez czerń.
Wrócił właśnie z zakupów, powoli zaczął odkładać poszczególne rzeczy do lodówki, czy też szafek kuchennych. Podszedł do zlewu, nalał do czystej szklanki zimnej wody i upił z niej kilka łyków. /Dzisiaj dzieci były nawet grzeczne, a ojciec Lily znowu się po nią spóźnił. Ah, ale co się dziwić nigdy nie widziałem aby ktoś inny po nią przychodził. Pewnie to samotny ojciec./ Usiadł na kanapie i wziął do ręki jedną z książek leżących na stoliku.
- „… Dlaczego znajdował się tak daleko? I dlaczego akurat musiał władać obcym państwem? Gdyby pełnił funkcję dworzanina lub nawet służącego, dałoby się go jakoś przewieźć do pałacu w Pekinie. Chociaż pewnie i tak wszyscy szybko by się dowiedzieli o tym romansie. Najlepiej by było odwrócić sytuację – uciec do Rosji i zostać z carem na zawsze.” – czytał na głos. Przez chwilę się wpatrywał w te kilka zdań, jakby starając się je pojąć. /Ja też powinienem tak zrobić? Uciec od tego wszystkiego i go..?/ Zamknął książkę i rzucił nią o ścianę z  całej siły. /Nie! Wyjdź w końcu z mojej głowy! Przestań mi mącić! Nie ma cię i nigdy już więcej nie będziesz! Zapomnę. Tym razem zniszczę wszystkie wspomnienia, jakie kiedykolwiek były!/ Zerwał się na równe nogi i zamknął w swojej pracowni.
Nie wiedział ile tam był, ile czasu minęło, czuł gorąc i lekkie zawroty głowy. Malował na dużym płótnie, miał je rozłożone na podłodze, która była obklejona starymi gazetami. Wszędzie była rozlana farba, jego granatowy sweter i szare spodnie były całkiem w niej ubrudzone, tak samo jak i włosy, twarz, szyja. Podniósł głowę do góry, na zasłonięte przez żaluzję okno. Przepuszczało ono bokami liche promienie jasnego światła. /Już poranek? Cholera! Która godzina?! Muszę iść do pracy!/ Zerwał się do pionu w przeciągu sekundy. Nagle jego ciało oblała fala gorąca, a przed oczami obraz zaczął się kołysać. Ostatnie co usłyszał przed omdleniem, było głośniejszym hukiem, musiał się mocno uderzyć o podłogę, no cóż sprawdzi to tylko po tym jak odzyska świadomość.
avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Dave Canela on Wto Cze 24, 2014 9:47 am

Przygotowanie tak dużego tortu weselnego było dla niego wyzwaniem. Ale co to dla niego, przecież wystarczy posiedzieć przy tym chwilkę dłużej! Przynajmniej tak myślał do chwili, w której na zegarku była osiemnasta. /Cholera!/ Wytarł brudne ręce o różowy fartuszek który miał na sobie, po czym biegiem wybiegł z kuchni. Znajdował się w swoim lokalu, małej ale uroczej cukierni a powinien właśnie odbierać córeczkę z przedszkola. /Znowu się spóźnię…/ Westchnął ciężko zamykając sklep. Wsiadł do swojego jeepa i ruszył ulicami, w głębi duszy prosząc o to by mała nie była na niego zła. Gdy dojechał na miejsce zobaczył ją z pewnym rudowłosym. /Oho, jest! Czekał z nią!/ Zaparkował auto i niemalże biegiem rzucił się do dziewczynki. Kucnął koło niej i przytulił ją mocno.
- Przepraszam za spóźnienie, trochę dłużej zajęło mi zlecenie. – zakłopotany podrapał się po głowie. – Ale kochanie ty moje, nie jesteś zły prawda? – zapytał opiekuna.
Lily zaśmiała się cicho i przytuliła do nogi ojca. Lubiła pana Louisa, jej tata też, czemu więc nie mogą spędzać czasu razem? Jej młody rozum jeszcze nie rozumiał niektórych rzeczy, w końcu jest dzieckiem. Brunet zaśmiał się i poklepał córkę po głowie.
- Arthurku, może dasz się w końcu zaprosić na ciasto mojej roboty? Jeżeli tak bardzo nie chcesz nas odwiedzić to ja mogę wpaść. – uśmiechnął się szeroko.
Jakie było jego zdziwienie gdy rudzielec się zgodził. Tak bardzo w to nie wierzył, że do momentu samego spotkania szczypał się by sprawdzić czy to nie sen.
W końcu stał przed drzwiami jego mieszkania, w jednej dłoni trzymając kwiaty a w drugiej siatkę, w której było pudełko z szarlotką którą upiekł. Sięgnął do dzwonka i przytrzymał go. Cisza. Ponowił próbę. /Nie zapomniał, prawda? Albo nie uciekł…? Nie ma opcji! Mi się nie odmawia randki!/ Po paru minutach drzwi otworzyły się a za nimi stał nieco zaspany Louis. Zadowolony jak dziecko które dostało coś dobrego bez ceregieli wszedł do holu. Zdjął pospiesznie buty, przytrzymując jeden drugim, po czym ruszył do salonu.
- Wow, ale masz ładne mieszkanie! – skomentował. – Tego się po tobie spodziewałem!
Postawił ciasto na stoliku do kawy. Później podszedł do mężczyzny, wręczając mu kwiaty. Były to białe gerbery, ozdobione pojedynczą złotą wstążką.
- To… Dla Ciebie. Stwierdziłem, że takie będą do Ciebie pasować.


Ostatnio zmieniony przez Dave Canela dnia Sob Cze 28, 2014 7:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Dave Canela

Zawód : Cukiernik
Wygląd : Wysoki, dobrze zbudowany; brunet o złotych oczach; aktualnie ubrany w szary golf i ciemne spodnie.
Stan : Wolny? Po rozwodzie, gania za pewnym rudym osobnikiem...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Wto Cze 24, 2014 11:15 am

/Ajć, moja głowa. Dzwoni mi w uszach./ Rudowłosy zmarszczył brwi, otwierając oczy. Ile tak już leżał? Usnął? Nie, to nie było to, ostatnie co pamiętał… /No tak, znowu się zaniedbałem i zasłabłem./ Westchnął, podnosząc się do siadu, znowu usłyszał do dzwonienie, przeciągłe i takie głośne. /A! To drzwi!/ Wstał, podpierając się o jakąś sztalugę na równe nogi i podszedł szybko do drzwi. Nie minęła chwila, a zaraz po jego domu chodził Dave. /Co on tutaj robi?! I skąd ma mój adres?! Przecież ciągle go zbywałem!/ Chłopak zamknął powoli drzwi za wesołym brunetem i poprawił jego buty, aby stały równo obok siebie. Zmarszczył brwi i zaczął mocno przygryzać dolną wargę, starając sobie przypomnieć wczorajszy dzień w pracy. Dopiero jak mężczyzna wręczył mu kwiaty, wszystko stało się jasne. /„Arthurku, może dasz się w końcu zaprosić na ciasto mojej roboty? Jeżeli tak bardzo nie chcesz nas odwiedzić to ja mogę wpaść.” Cholera i się na to zgodziłem! Dlaczego to zrobiłem?! Na dodatek dałem mu swój adres, co ze mnie za idiota! To wszystko przez to, że ostatnio się nie wysypiam…/
- D-dzięki… - odpowiedział w końcu, patrząc na bukiet.
Mimo wszystko na jego policzki weszły lekkie rumieńce, pierwszy raz w życiu dostał od kogoś kwiaty. To było bardzo miłe, chociaż doskonale też wiedział, że chciałby je dostać od jednej konkretnej osoby. /Ale to i tak już nigdy nie będzie możliwe./ Uśmiechnął się lekko do mężczyzny i przeszedł do akwenu kuchennego. Nalał wody do jakiegoś prostego, niebiesko-szklanego wazonu i wstawił w niego bukiet. /Nie mogę go teraz wyprosić…/ Wyjął schłodzone, czerwone wino i dwa kieliszki.
- Rozgość się, ja muszę wziąć prysznic, malowałem do późna i niechcący przysnąłem. Tam są talerze, możesz na nie nałożyć ciasto, ja zaraz wrócę. – powiedział swoim delikatnym głosem w stronę bruneta, jednak unikał z nim kontaktu wzrokowego.
Udał się pośpiesznie do łazienki, po prawej stronie od drzwi od razu włożył do pralki brudne ubrania, następnie przeszedł nago prosto pod prysznic. Zasunął za sobą podłużne szyby, które rozdzielały prysznic od reszty łazienki i odkręcił wodę. Patrzył na swoje stopy, wokół których zbierała się kolorowa farba, z jego dłoni, szyi i włosów. Zaczął się myć, delikatnie namydlając swoje ciało lawendowym żelem pod prysznic. Uwielbiał ten zapach, uspokajał go i wyciszał, przypominał coś przyjemnego, jednak on sam nie potrafił określić co to takiego. Wyszedł owinięty pod pachami (jak to kobiety zazwyczaj robią) ręcznikiem, który sięgał mu przed kolana. Krople z mokrych włosów opadały na jego twarz, a oczy wpatrywały się w stojącego tuż przed nim równie zszokowanego Dave’a.
- B-bo wszystkie drzwi są takie same, a byłem ciekaw twojego obrazu, o którym wspominałeś… - usłyszał z jego ust. Twarz niczym na zawołanie przybrała mocno różowy odcień.
- O-odwróć się i nie podglądaj! – krzyknął na niego Lou spanikowany.
Gdy tylko mężczyzna wykonał jego polecenie rudowłosy szybko powędrował do swojej sypialni i zamknął głośno za sobą drzwi. To, że się wstydził było jedną rzeczą, w końcu nigdy jeszcze tego nie robił, nie licząc tego gwałtu w przeszłości, ale to inna sprawa. Miał przecież nadal ten nieszczęsny kolczyk w prawym sutku, no i okropny napis na swoich plecach z blizn. Nie chciał, żeby chłopak to zauważył. Nie znał przecież jego przeszłości, a nie było się też czym chwalić. Na pewno zdanie Dave’a na jego temat diametralnie zmieniłoby obieg. Przebrał się w kawowy, grubszy sweter, pod spodem miał czarny, opinający top. Do tego nałożył czarne spodnie i nowe skarpetki zdobione w błękitne kropki. Wrócił z rozczesanymi, wilgotnymi włosami do salonu i odrobine zmieszany przysiadł przy stole.
- Przepraszam za tamto… Bardzo się wstydzę swojego ciała. – wytłumaczył, bawiąc się dłońmi pod stołem ze zdenerwowania. Widelczykiem odkroił kawałek ciasta, od razu go próbując. Była to też poniekąd ucieczka od niewygodnego tematu rozmowy.
- Mm! Pyszne! – zanucił, a na jego ustach pojawił się lekki szczery uśmiech zadowolenia. Miał dużą słabość do słodyczy, w seminarium zabraniali im dużo rzeczy, dlatego też dopiero teraz mógł bardziej to sobie odbić. Upił kilka łyków z przygotowanego już wina w kieliszku. Co było dziwne przestał na razie myśleć o pewnym osobniku, którego zaczynał nienawidzić. Miał chwilowy spokój, który zaczynał mu się podobać, może faktycznie wyrzuci go już całkowicie z pamięci? Zastąpi czymś lepszym i realnym, czymś…a może kimś? Wtedy też zielone oczy skierowały się dyskretnie na Dave’a.


Ostatnio zmieniony przez Louise Arthur Oriz dnia Pią Cze 27, 2014 7:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Dave Canela on Sro Cze 25, 2014 6:38 am

Rozejrzał się po mieszkaniu. Było czyste i zadbane, nie to co u niego. Starał się utrzymać porządek w swoim domku, lecz z małym dzieckiem to nie takie proste. Westchnął ciężko. /Wspominał, że maluje… Jestem ciekaw jak wyglądają jego prace./ Uśmiechnął się pod nosem po czym ruszył korytarzem. Napotkał się jednak z trudnościami – wszystkie drzwi były takie same. Przez któreś z nich dopiero co przeszedł rudzielec by wziąć prysznic a za innymi jest jego pracownia. Szanse są równe. Tylko które otworzyć? Po paru minutach namysłu otworzył te, które były nieco wybrudzone farbą. /To muszą być te!/ Jakie musiało być jego zdziwienie gdy zobaczył Louisa w ręczniku na tle zaparowanej szyby od kabiny.
- B-bo wszystkie drzwi są takie same, a byłem ciekaw twojego obrazu, o którym wspominałeś… – mruknął tylko.
Słysząc jego odpowiedź grzecznie się odwrócił, nawet i zamknął oczy. /Jaki on kruchy i delikatny…/ Zauważył tylko jego sylwetkę znikającą za drzwiami. Nie mając innego wyjścia wrócił do salonu. Podszedł do blatu kuchennego, sięgnął po butelkę wina i ją otworzył, nalewając do każdego kieliszka równą ilość. Wyjął też nóż ze stojaka, pokroił ciasto na kawałki i wyłożył na talerzyki. /Oby mu smakowało… Po chwili do Dave’a dołączył rudzielec.
- Ah, nie szkodzi. To całkiem normalna reakcja. – zaśmiał się. – Chociaż znając Lily zaczęłaby ciągnąć cię za ten ręcznik… Ostatnio jest strasznie ciekawa co mają faceci.
Słysząc komplement z jego ust uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję… To mój specjał. Co jak co ale szarlotka musi być idealna, nie za słodka ani za kwaśna. Prawda?
Dokończył swoją porcję i odsunął od siebie talerzyk. Zaczął się zastanawiać nad tym, o czym powinien z nim porozmawiać. Powinien wyciągnąć karty na stół i wprost powiedzieć mu o co chodzi. Nigdy nie umiał być subtelny i romantyczny, jakoś specjalnie mu to po prostu nie wychodziło.
- Słuchaj… Prawda jest taka że strasznie, ale strasznie mi się podobasz. – zaakcentował. – Jesteś miły, przystojny i masz rękę do dzieci. Kogoś takiego szukałem od dawna więc… Może jeżeli nie masz nikogo innego to dałbyś mi w końcu szansę? Staram się o nią od dwóch lat, wiesz. – zażartował cicho.
/Mój Boże, zrobiłem to. Powiedziałem mu! Albo dostanę w twarz albo padnie mi w ramiona albo zignoruje to… Chyba to będzie najgorsze./ Przygryzł nerwowo wargę i spojrzał na niego wyczekująco. Pora zacząć żyć pełną parą, pomimo posiadania dziecka. Oczekując na odpowiedź zaczął się rozglądać. Podziwiał skrycie meble oraz to, jak zostały do siebie dopasowane.
W jego mieszkaniu jest inaczej. Głównym obiektem w salonie są zabawki porozwalane na dywaniku. Ciągle poucza córkę, że powinna po sobie sprzątać ale to w końcu dziecko, szybko się nie nauczy. Jadalnia jest zawsze czysta – tam przygotowuje posiłki dla małej więc musi tak być! Zresztą jest kucharzem, higiena i porządek w „miejscu pracy” musi być i w domu. Sypialnia zaś… Dawno nie używana, przez co czasami Dave’owi kręci się łezka w oku. Chciałby sobie kogoś znaleźć, w sumie dla małej też. Samotne wychowanie dziecka nie jest takie proste jak niektórzy myślą. Musi rządzić w domu, pracy. Musi gotować, sprzątać, uczyć, układać do snu, odbierać z przedszkola… To jak praca na parę etatów, tyle tylko że nikt Ci za to nie płaci. /Ale jakbym miał Lou… Wszystko byłoby łatwiejsze. Lily by się ucieszyła, w końcu nie ma matki./



avatar
Dave Canela

Zawód : Cukiernik
Wygląd : Wysoki, dobrze zbudowany; brunet o złotych oczach; aktualnie ubrany w szary golf i ciemne spodnie.
Stan : Wolny? Po rozwodzie, gania za pewnym rudym osobnikiem...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Arthur Oriz on Czw Cze 26, 2014 4:36 pm

Myślał, że kawałek ciasta zaraz utknie mu w gardle. Przełknął je z trudem i nieco odkaszlnął, upił kilka łyków wina, zostawiając pusty kieliszek. /Że co proszę?! Ja nie mogę… Nie, to nie może się dziać!/ Opuścił głowę w dół, czując jak zaczyna nazbyt panikować. W końcu cały czas zbierał się po związku z Xanderem, mógł przecież wrócić. Czekał na niego tyle czasu! /Właśnie, zgwałcili mnie, on zniknął ale po roku wrócił! Wrócił i… i…/ Poczuł jak oczy zachodzą mu łzami, w końcu doszło do niego, jak absurdalnie brzmią jego słowa. Został zraniony, zgwałcony, a zamiast spędzić po takim zdarzeniu czas z ukochaną osobą, która mogłaby go wesprzeć i pocieszyć został sam jak palec. Musiał sam ułożyć swoje życie, tyle razy się załamywał i chciał poddać, a jednak trwał tak długo bez niego. Zawiesił przez chwilę wzrok na trzymanym w dłoni widelczyku. /Dwa lata… Minęło już naprawdę tyle czasu? Czemu miałem wrażenie jakby On był tutaj jeszcze wczoraj? Aż tak odpłynąłem? Myślałem, że nie będę umiał bez niego żyć. Co za ironia./ Wytarł usta serwetką i podniósł się z miejsca do pionu. /Żyć dalej, czy się całkowicie poddać?/ Uśmiechnął się delikatnie w stronę mężczyzny.
- Jeśli jesteś pewien, że chcesz mnie bez względu na to jaką miałem przeszłość i jaki jestem to mogę się zgodzić. – odpowiedział, patrząc mu prosto w oczy.
/Prawda będzie taka, że jak się dowiesz o wszystkim któregoś dnia odejdziesz tak jak on, ułatwiając mi podjęcie tej jednej decyzji. A teraz będę znowu naiwny i sprawdzę, co jesteś w stanie mi dać./ Dopowiedział już w swojej głowie, zrobił dwa kroki w stronę mężczyzny.
- Mam tylko jedną prośbę, jeśli kiedykolwiek zobaczysz Alexandra wykop go stąd. Boję się, że jeśli jeszcze raz go spotkam to już całkowicie mi odbije. To mój „były”, który bez słowa ode mnie odszedł. Resztę może ci kiedyś opowiem, na razie możesz wiedzieć tylko tyle. – powiedział i cmoknął go delikatnie w policzek. – Dave, żyjesz…? – pomachał mu zmartwiony przed okularami. W końcu brunet od dłuższego czasu stał nieruchomo wpatrując się w Lou niczym zahipnotyzowany. /Mam nadzieję, że mnie wysłuchał... Nie powtórzę tego drugi raz./
avatar
Arthur Oriz

Wiek : 29
Skąd : London
Zawód : Opiekun w przedszkolu.
Wygląd : Ostatnio ścięte rude włosy, wycieniowane nieco przed ramiona. Zielone, nieco wyblakłe oczy, blada cera, piegi. Niezbyt umięśniony, przeciętnego wzrostu - 175cm.
Stan : Emocjonalnie wyniszczony.
...zajęty?

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t140-louise-arthur-oriz

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Dave Canela on Sob Cze 28, 2014 7:36 pm

Jego słowa rozbrzmiewały mu w głowie. Zgodził się. Nie był w stanie powiedzieć czegokolwiek, po prostu tępo patrzył się przed siebie. /Tak długo się o niego starałem i w końcu mi się udało…!/ Całus w policzek nieco go wybudził, ale machnięcie dłonią przed oczami też było potrzebne. Zamrugał parę razy dochodząc do siebie.
- U-uhm.. Wybacz, już wróciłem do żywych. – zaśmiał się. – Oczywiście, jak tylko zobaczę tego drania to go wykopię na zbity pysk.
/Jak koleś mógł go tak potraktować? Przecież jest idealny… taki dobry, miły, pomocny… Naprawdę musiał być dupkiem ten koleś. Jak spotkam tego drania to mu obiję ryj i będzie po sprawie. Huh, jak za starych czasów./ Podszedł do rudzielca i go przytulił mocno.
- Chciałbyś wyjść do kina..? Albo do kawiarni? – zapytał.
W końcu są teraz parą i wypadałoby gdzieś pójść. Nie był na randce od wielu lat, bał się że zapomniał jak się na niej zachowuje. Owszem, był typem podrywacza który miał gadane, ale zazwyczaj dostawał kosza więc nie musiał się martwić takim wyjściem. A tu proszę, osoba która mu się najbardziej spodobała zgodziła się znosić jego zachowanie. Westchnął ciężko i nie czekając na odpowiedź mężczyzny chwycił go za dłoń i zaczął prowadzić w stronę wyjścia.
- Oczywiście ja zapłacę, o to się nie martw. O bilet do autobusu też, jestem autem. – uśmiechnął się.
Wiedział, że nieco pogania sprawy ale póki co go to nie obchodziło. Cieszył się i tyle, musiał to wykorzystać. Kto wie, może Arthur zaraz się rozmyśli? Zaciągnął go do samochodu i posadził na przednim miejscu pasażera. Pociągnął za ręczny i zaczął prowadzić. /Kino w okolicy… jedyne jakie kojarzę to te dla dzieci, ono odpada. Na pewno w centrum będzie kilka do wyboru więc tam poszukam. Znajdę miejsce do zaparkowania? Najwyżej zapłacę za postój, trudno. Dla niego te drobne jestem w stanie przeżyć./ Prowadził jedną z głównych ulic. Zaczynało się ściemniać więc wszystkie banery i neony zostały włączone. Wyglądało to bardzo ładnie, jednak wolał skręcić i pojechać bocznymi uliczkami. Niestety, trafił na okolicę pełną hoteli miłosnych. Widząc młodych ludzi stojących pod latarnią skrzywił się nieco, a na widok staruchów wyjmujących z portfela kasę miał ochotę zwymiotować. Dzięki takiemu widokowi wrócił na główną ulicę, zajmując miejsce w małym korku.
- Wybacz, ale jak widzę taką młodzież to mam obawy, że Lily może skończyć podobnie, albo broń Boże będzie się zadawać z takowymi osobnikami, a tego nie chcę… W końcu jestem samotnym ojcem! Ciężko mi poświęcić się całkowicie pracy, zaniedbałbym wtedy swoje dziecko, poczułaby się odrzucona, szukała pomocy u obcych... Chcę by wiedziała, że ma we mnie wsparcie, że jej zawsze pomogę, dlatego spędzam z nią tyle czasu ile tylko jestem w stanie… Dam sobie radę. Prawda?
Spojrzał nieco niepewnie na mężczyznę. Do tej pory nikt go nie chwalił w kwestii wychowywania córki. Z teściami i eks nie ma kontaktu, rodzice czasami się odezwą. Kto ma go pochwalić? Mała przecież nie może, dla niej tatuś zawsze będzie najlepszy bo „robi pyszne naleśniki!”. Wziął głęboki wdech by się uspokoić. Widząc parking jednak szybko się otrząsnął.
- Oh, już dojechaliśmy. – rozpromienił się. – Wolisz najpierw zjeść czy coś obejrzeć?


[z/t obydwoje]
avatar
Dave Canela

Zawód : Cukiernik
Wygląd : Wysoki, dobrze zbudowany; brunet o złotych oczach; aktualnie ubrany w szary golf i ciemne spodnie.
Stan : Wolny? Po rozwodzie, gania za pewnym rudym osobnikiem...

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Nowoczesne mieszkanie Pana Louisa Oriz.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach