Apartament Hotaro

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Wto Kwi 29, 2014 1:26 pm

Hotaro przed przybyciem Psa był sam, zdany na siebie. No może czasem przydatne okazywały się głosy w głowie które pomagały wzbudzić w sobie agresje, odwagę czy nawet radość, nie było tak że każdy z głosów w jego głowie był zły jednak jak świat uczy od pokoleń, to zło głośniej krzyczy i jest bardziej widoczne.
-Znowu się nabrałeś, udawałem
Szepnął cicho i równie cicho zachichotał jednocześnie tuląc się lekko do Toma, tym razem jego głos się złamał gdzieś w połowie, tym razem skłamał ale uważał to za najlepsza linie obrony. Wziął kilka głębokich wdechów by opanować głos i odchylił się lekko od Echo tak, by spojrzeć mu w twarz.
-Widziałeś zbyt dużo, jeśli kiedykolwiek mnie opuścisz i zdradzisz...
Tu zrobił przerwę żeby mocno wbić się głową w klatkę mężczyzny raczej nie sprawiając tym bólu a lekki ucisk
-Będę musiał Cie zabić
Szepnął jeszcze ciszej, już bez łez, bez jakiejkolwiek emocji na twarzy, stał się obojętny i wręcz bezwładny, czuł się wypruty z całej siły życiowej. Wysłuchał w ciszy krótkiej opowieści ochroniarza mocno się do niego tuląc. Od razu przypomniała mu się pewna sytuacja z jego życia, było to równie smutne wspomnienie jednak z nim już się pogodził ale nie chciał wypierać go z pamięci, to jedno z ostatnich wspomnień związanych z matką blondyna. To było parę dni po feralnym wypadku, dwójka dzieci okrutnie zamordowana i z wymienionymi oczami właśnie była chowana. Na pogrzeb poszli wszyscy z klasy, była to bardzo smutna i przygnębiająca ceremonia. Można by powiedzieć że nawet niebo opłakiwało ich śmierć bo z nieboskłonu lały się wielkie, ciężkie krople wody. Hotaro też tam był ale raczej z tyłu, nie wiedzieć czemu wiele osób uważało że blondyn cierpiący na heterochromie mógł mieć coś z tym wspólnego. Jaka była prawda? Nikt do tego nie doszedł do dziś, a może nikt nie chciał dochodzić. Sprawa została szybko i bardzo mocno zatuszowana ojca blondyna. W chłopaka to bardzo mocno uderzyło, pierwszy raz spotkał się ze śmiercią, jednak to nie miało być jego pierwsze i ostatnie spotkanie z tą okrutną panią. Chłopak gdy pewnego dnia wrócił do domu zobaczył coś strasznego, jego własna matka powiesiła się na żyrandolu w salonie. Prawdopodobnie to jest źródłem jego chorób, złamało go to. Matka zostawiła list pożegnalny na małej różowej kartce jednak Hotaro nigdy go nie przeczytał, zabrał go i bardzo dobrze schował, uważał że nie jest nawet teraz wstanie go przeczytać, postanowił poczekać na odpowiedni moment. Nagle Tom zaczął go karmić, jadł bez oznak jakiegokolwiek oporu jak mężczyzna kazał, praktycznie połykał wszystko jak pelikan. Faktycznie większość uznałaby te wspomnienia za złe i próbowała by wyprzeć je z pamięci jednak nie blondyn. Przecież to było jedno z ostatnich wspomnień matki, była dla niego na tyle ważna, ważna to mało powiedziane, widział w niej oparcie i jedną jedyną osobę której mógł zaufać. Po jakimś czasie złe wspomnienia z dobrą osobą stają się też dobrze albo chociaż obojętne, takie przy których na myśl na usta wkrada się uśmiechem ale uśmiech który jest smutny, lekko przygnębiający ale nie powodujący płaczu. Z tym blondyn sobie w jakimś stopniu radził, z tym jednym wspomnieniem którego nigdy nie zamierzał wyjawiać, ale kto wie co przyniesie przyszłość. Oparł się o Toma z właśnie smutnym uśmiechem na ustach i cicho westchnął. Poczuł że będzie dobrze, że jakoś się ułoży
-Przepraszam
Powiedział z delikatnym uśmiechem między połykaniem makaronu, nie miał zamiaru przerywać Tomowi, powinien wiedzieć kiedy przestać a rola lalki zaczęła się blondynowi podobać.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Tom Salvia on Wto Kwi 29, 2014 7:53 pm

- Nie masz za co mnie przepraszać Hotaro. Dużo dziś przeszedłeś. Jutro wybierzemy się do wesołego miasteczka. Już ja się postaram poprawić ci humor. – Uśmiechnął się i wytarł jego usta serwetką. – Będę spał zaraz obok twojego pokoju, więc jeśli w nocy byłoby coś nie tak, to masz przyjść i mnie obudzić. Teraz idź się szybko umyć i przebrać. Rano zjemy śniadanie i wychodzimy, więc musisz być wyspany. – Zaniósł go na górę, tuż pod drzwi do łazienki.
W czasie gdy chłopak zapewne się mył, on uprzątnął na dole talerze i gary, odkładając wszystko umyte na miejsce. Wrócił do pokoju chłopaka i dopilnował go, aby leżał w łóżku. Stał trochę przy oknie, patrząc na niego, miał nadzieję że może blondyn uśnie.
Po jakiejś godzinie wyszedł po cichu z pokoju i zaszedł do „swojej” sypialni. Przebrał się w dwuczęściową piżamę, położył się na pościeli, plecami opierając jednak o ramę łóżka. Telefon na szafce znowu zaczął wibrować. „Numer zastrzeżony” wyświetlił ekran dotykowego modelu. Nie lubił odbierać tego typu połączeń. Przypominały mu wydzwanianie jego byłego. Oczywiście, że to już była skończona sprawa, głupia kłótnia która przerodziła się do wypominania nie mówionych problemów i koniec związku. Nie miał zbytnio szczęścia do tych miłosnych spraw. Najgorsze było to, że Tom zbytnio przywiązuje się do ludzi. Dlatego też teraz miałby słabość do niego. W końcu Jul, jak to go nazywał był jego pierwszym zauroczeniem. Słodki i uroczy chłopak, uwielbiał jego uśmiech, bliskość która ich łączyła, te nieprzespane noce. Telefon skończył dzwonić, a brunet jakby od niechcenia przeglądał w nim różne aplikacje.
Ciekawe właściwie co u niego słychać? Agh, pewnie do tego czasu już sobie kogoś znalazł.
Nie wiedząc nawet kiedy patrzył na ich wspólne zdjęcie w telefonie. Uśmiechnięte twarze, gdzieś w tle widok na góry z wyciągu, obejmował go blisko siebie w pasie. Nie miał serca aby to usunąć, zbyt wiele wspomnień i słabości w nim samym aby po prostu dać uciec tym uczuciom.
Leżał już ze zgaszonym światłem, obserwując sufit. Nie umiał za nic usnąć spokojnie w nowym otoczeniu. To samo miał po adopcji. Nieprzespane noce gromadzące się jedna za drugą, aż w końcu jego organizm nie wytrzymał i przysnął na zajęciach na roku. Ah, wspomnienia dawnych lat. W końcu nie wytrzymał i wstał, zszedł na dół do kuchni, wyjął szklankę, nalał mleka po czym usiadł przy mini barku, na wysokim krześle.
Jego ojciec, Johnatan wyglądał też na bardzo poważnego człowieka. Włosy, już nieco siwe zwykł przeczesywać sobie do tyłu, na żel. Smukła szczęka, uwydatnione kości policzkowe, brązowe oczy, niewielkie, a powieki prawie jak u Azjaty. Usta zawsze były mocno ściśnięte, w linijkę, no chyba że się śmiał. Wtedy w jego policzkach powstawały małe dołeczki. To on nauczył wszystkiego Toma, poprawnego zachowania, nie spóźniania się, gotowania, nauki, sprzątania. Był czasami może i nieco srogi, jednak Tom widział, że to tylko na pokaz, zachowywał się dla niego jak najlepszy ojciec jakiego mógł tylko mieć. Wieczorami często długo rozmawiali, wpadali w dyskusję, jedno dedukowało drugiego, analizowało. Powstawała czasami burza mózgów, kilka razy mógł nawet uczestniczyć z nim w sesji mordercy w prywatnym więzieniu, czy też psychopaty w szpitalu. Wszystko było fascynujące, nigdy na niego nie narzekał. Cóż, nie potrafił, za dużo mu zawdzięczał. Chciał mu pokazać tą wdzięczność jeszcze bardziej, zorganizować wyjazd do Chin, o czym marzył Johnatan. Jednak nie zdążył. Nawet nic nie wiedział o jego tętniaku. Nawet nie rozpoznał u własnego ojca, że coś takiego przed nim ukrywał. Jak nie mógł czegoś takiego zauważyć? Przecież był dobry, jest. Cholernie dobry w tym co robi. Nienawidził siebie szczerze za to, chociaż gdy dłużej o tym myślał, to nie wiedział czy nawet gdyby jego choroba była mu znana cokolwiek by to zmieniło. I tak by odszedł.
Upił kolejny większy łyk mleka. Ah co by dał za to, aby powrócić na staż do Francji i usiąść ponownie do tego baru, gdzie sprzedawali świetne trunki. Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie spędzonego czasu w owym kraju i trwał tak przez całą noc w kuchni, rozpamiętując stare dzieje.
avatar
Tom Salvia

Wiek : 31
Skąd : Francja.
Zawód : Psycholog-ochroniarz
Wygląd : Ciemno-brązowe włosy, z przodu dłuższe, nieco wchodzące w oczy. Z tyłu krótkie. Oczy mieszanka piwnych z dziwnym odcieniem, przez co wydają się być czerwone w świetle. Wysoki, zazwyczaj chodzi w eleganckiej koszuli, dżinsach i trampkach.
Stan : ---

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t155-tom-salvia

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Wto Kwi 29, 2014 9:52 pm

Westchnął cicho gdy usłyszał o wesołym miasteczku, nie przepadał za takimi miejscami jednak skoro Tom twierdził że tam może poprawić mu humor to czemu nie. Uważał wesołe miasteczka za zbyt zatłoczone i pełne małych szczylów których nie cierpiał, może przez wzgląd na swoje nieco zepsute dzieciństwo a może po prostu nienawidził tych małych uśmiechniętych mordek. Już to widział jak humor mu się poprawia jednak postanowił spróbować, dać mężczyźnie szanse, w końcu tylko on starał się coś dla blondyna zrobić, być przy nim i mu pomagać jednak Hotaro nie był pewien czy umie przyjąć tą pomoc. Czasem ciężej przyjąć pomocną dłoń niż ją wyciągnąć co swoją drogą blondynowi parę razy się zdarzyło, pomagał paru osobą które niestety zniknęły tak szybko jak się pojawiły przez co w oczach chłopca społeczeństwo powoli jednak regularnie traciło aż znalazł się na granicy wykluczenia społecznego. Zrobił ten krok, przekroczył linie człowieczeństwa. Często dochodził do wniosku że za granicą jest dużo łatwiej i ciekawiej jednak nie trwało to długo. Wydawało mu się że poznał wszystkie zachowania ludzi w konkretnych sytuacjach i mógł wyprowadzić odpowiednią kontrę tak, by wszystko było dobrze. Po paru dniach takiej izolacji zauważył że każdy człowiek jest zmienny, każdy ma swoje nieświadomie stosowane wzorce zachowań, reaguje inaczej na inne zdarzenia. Jego świat, który sobie zbudował runął gdy źle odczytał zachowanie i źle zareagował. Legł w gruzach i nie miał siły go podnosić. Jak to mówią, po burzy zawsze przyjdzie słońce, nie było tak, że Hotaro nie był wstanie się podnieść z dołka bo parę razy to robił jednak w jego psychice zawsze zostawała nowa rana, nowa rysa na psychice. Wesołe miasteczko, centrum społecznych zachowań i reakcji. Gdyby miał siłę okazać jakąkolwiek emocje była by to pewnie dzika radość na myśl że będzie mógł przejechać się tymi wszystkimi kolejkami, zjeść watę cukrową czy postrzelać do kaczek. W głębi serca jednak uważał to za słaby pomysł, coś przez co znów będzie musiał udawać radosnego dzieciaka. Był gotów na to poświęcenie czy może dostosowanie, tak, dostosowanie to lepsze słowo. W końcu znalazł się w swojej łazience, faktycznie dużo czasu minęło odkąd był tu po raz ostatni, często bywał poza domem i właśnie tam korzystał z dobrodziejstw kanalizacji i ciepłej wody spływającej na kark. Postanowił wziąć prysznic, nie miał ochoty kłaść się do gorącej wody, ponad to był dość zmęczony i bał się że najzwyczajniej w świecie zaśnie w wannie a wtedy interweniować musiałby Tom. Po szybkim prysznicu ubrał się w piżamę na którą składało się: zwykły T-shit z napisem i krótkie spodenki nie lubił jako takich piżam, poza tym w razie potrzeby w takich ubraniach mógł wybiec wszędzie, cenił sobie mobilność w każdej sytuacji, czy to by uciekać czy biec na wezwanie. No tak, wezwanie, tylko od kogo i po co? Nikogo w tym świecie nie obchodził, no może pomijając sklepy wysyłkowe które wyczuły gdzie mieszka obrzydliwie bogaty rozpuszczony dzieciak, nawet tego nie ukrywały gdy wysyłały ulotki z najnowszym produktem. Chłopak pogodził się z losem jaki go spotkał, wiedział że to jego wina jednak coś nie pozwalało mu się załamać całkowicie, coś kazało mu przeć do przodu i próbować. Nie był pewny czy to jeden z głosów i plan prowadzący do samo destrukcji, nie często, ale przytrafiały się momenty w którym za serce blondyna chwytało zachwianie, rozdarcie czy może po prostu wszystkie osobowości obijały się o siebie w jednym momencie.
-Wiesz że jutro mam szkołę?
Zapytał z delikatnym uśmiechem gdy wchodził pod kołdrę i zaczął wpatrywać się w sufit. Sufit wydał mu się bardzo obcy, bliższy jego oczom był już nawet sufit Shikiego, tutaj, z tym sufitem miał już tylko złe wspomnienia jednak nie wiedzieć czemu został tu, nie uciekł z apartamentu do akademika gdzie miał zacząć nowe życie, poszukać znajomych. Wolał zostać tutaj, jego wzrok skierował się teraz na Toma. Stał przy oknie i chyba czekał aż blondyn zaśnie jednak to nie nadchodziło przez pierwsze pół godziny, chłopak mimo zmęczenie nie był wstanie zamknąć oczy i zasnąć. Uśmiechnął się znów delikatnie i łaskawie zamknął oczy, uspokoił oddech i lekko rozchylił usta. Jedna z klasycznych form spania. Hotaro zagrał to perfekcyjnie by pozwolić również mężczyźnie iść spać, gdy mężczyzna tylko wyszedł z oczy chłopca znów zrobiły się pięciozłotówki a źrenice pogrubiły, jak to w ciemności. Patrzył w sufit jednak w przestrzeń nieokreśloną. Zaczęło mu piszczeć w uszach od otaczającej go ciszy. Szybko się odkrył i odruchowo ruszył do komody w poszukiwaniu leków na sennych. Ku jego zdziwieniu nie było ich tam, no tak zabrał je pies gończy. Lekko spanikowany Hotaro zaczął przeszukiwać inne miejsca.
-Głupiutki piesek
Zachichotał cicho gdy z wyciągnął z między obicia kanapy małą buteleczkę z nakrętką z zabezpieczeniem przed dziećmi, wrócił z tym do łóżka i zaczął się przyglądać butelce, z bardzo bliska bo było ciemno, na szczęście na białej buteleczce były czarne napisy. Właściwie blondyn nigdy nie przeczytał nawet tej etykiety, uważał że ta wiedza była mu niepotrzebna. Przeczytał sposób użycia, okazało się zawsze brał o trzy, cztery tabletki za dużo. Zachichotał cicho na tą wiadomość, sam nie wiedział czemu się śmieje, przecież to mógł być koniec jego życia. Ale czy mu zależało na życiu? Raczej tak, już naciskał nakrętkę gdy coś mu się przypomniało, za oknem jakiś bezpański kundel zawył. Przypomniał mu się Echo, pies który miał być zawsze przy nim. Nie wiedział czy faktycznie śpi u siebie czy nawet jest w budynku. Chciał naiwnie zaufać jeszcze raz. Westchnął cicho i rzucił buteleczką w kierunku drzwi pokoju, nie doleciała do celu, rzut chłopca był słabszy niż się spodziewał, to go nieco przeraziło, był słabszy niż się spodziewał, może to zmęczenie? Pewnie tak. Butelka uderzyła cichym odgłosem o podłogę, był to bardzo cichy odgłos, nie możliwy od usłyszenia poza pokojem. Mała, biała zabezpieczona buteleczka potoczyła się po ziemi aż dojechała do drzwi. Dla Hotaro był to ciężki, chodź bardzo krótki czas, słyszał każdą obracającą się tabletkę, każde jej grzechotanie, długo ze sobą walczył by wstać i podnieść je z powrotem. Mimo wszystko odpuścił i zamknął oczy. Nie wiedział kiedy zasnął, udało mu się zasnąć bez leków jednak walka byłą długo. Spał na boku z lekko podciągniętymi nogami do klatki piersiowej i lekko rozwartymi ustami. Jeszcze moment, przed stratą świadomości zaczął się zastanawiać jakim może okazać się jutrzejszy dzień.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Tom Salvia on Pią Maj 02, 2014 6:52 pm

Gdzieś o piątej nad ranem zajrzał na górę do pokoju chłopaka. Podszedł do jego łóżka i nachylił się nad śpiącą twarzą. Ucałował go w policzek, otulił bardziej pościelą, uważając aby go nie obudzić. Dopiero jak wychodził zauważył pod drzwiami, odbijającą się w małym promieniu światła buteleczkę. Podniósł ją i spojrzał na etykietkę, było jednak na tyle ciemno, że nie zdołał jej doczytać. Dlatego też zabrał ją po prostu i skierował się do swojej sypialni. Owe proszki, schował tam gdzie narkotyki, później doczyta na co są, jednak z pewnością nie na kaszel. Wziął do ręki książkę i otworzył na ostatnio czytanej stronie.

- Tom, Tom chodź! – usłyszał znajomy głos. Rozejrzał się dookoła, poszukując źródła głosu. – Tom, tutaj! Szybko! – Zerwał się z miejsca, gdy tylko usłyszał, że głos jest błagalny, przez łzy. Zaczął biec, czuł mocne promienie słońca na swoich plecach. Gorączkowo rozglądał się na boki, nasłuchując.
- Zostawiłeś mnie. – Usłyszał tuż przy swoim uchu, od kogo, kto musiał być tuż za nim. Ten głos nie brzmiał już tak niewinnie i błagalnie. Bardziej niczym rozciągający się przez długi tunel, mówiący z pogardą. Gdy się odwrócił nikogo nie było. Czuł jak na jego ciele nieprzyjemnie zjeżyły się wszystkie włoski. Coś tutaj było nie tak, coś mu nie pasowało. /Hotaro!/ Cofnął się, by powrócić do wcześniejszego miejsca. Drzwi które przekroczył jednak nie wyglądały ani trochę jak te od mieszkania jego panicza. Jego oczom ukazał się ciemny, bardzo ciemny hol. Wyciągnął dłoń na bok i starał się odnaleźć jakąś ścianę. /To na pewno tutaj, nie mogłem się pomylić./ Odnalazł on, jednak jej tekstura była dziwna, lepka, ślizga. Cokolwiek na niej było cała broń bruneta była tym umazana. Jednak nie miał wyjścia, musiał iść dalej. Musiał odnaleźć chłopaka, w końcu go miał bronić przed wszystkim. Przysiągł mu to i ciemne pomieszczenie go ani trochę nie wystraszy. Ruszył nieco na przód, potknął się o coś bardzo twardego. Upadł na podłogę w jakąś kałużę, powoli jego wzrok zaczynał przyzwyczajać się do ciemności, widział nieco jaśniejsze i większe kształty. Podniósł się na wyprostowanych dłoniach i powoli wstał. Nie czuł żadnego zapachu, nie wiedział czy wpadł w błoto, a może benzynę? Mogła to być też zwykła woda.
- Hotaro..! – krzyknął w końcu, nagle wokół niego zaczął słyszeć dziwne szmery.
Ktoś drapał jakby ściany, po obydwóch stronach, pod nim, na suficie, zaraz obok jego ucha, gdzieś w oddali. Jego puls momentalnie podskoczył, serce waliło jak szalone. Co to za miejsce? Gdzie trafił?! Był pewien, że wbiegł z powrotem do mieszkania panicza. Właśnie, panicz!
- Hotaro!! – zawołał donośniej.
- On wie…
- On tu jest…
- On widzi..
- Nie widzi.
- Jest ślepy, oślepiłem go.
- On wie..
- Echo.. pomocy..
- Cisza, cisza.
- Nie! Śmiejmy się, nie znajdzie go!
- Milcz! Nie może wiedzieć!
- Nie zrobiłeś nic złego…musisz tylko to wziąć.
- Odpocznij..
- Słyszy nas, słyszy nas!

Momentalnie wokół mężczyzny nagromadziły się przeróżne głosy, miał wrażenie, jakby stał w tłumie, a wszyscy wokół zaczęli na niego wchodzić, szeptać mu do ucha jednocześnie, pięć, nie dziesięć różnych głosów. To szaleństwo, za dużo! Musiał wyjść, nie mógł tego znieść, głosy zaczęły się mieszać, mówić wszystkie w tej samej chwili, nie mógł ich już odróżnić. Nie wiedział, który jest prawdziwy, nie wiedział nawet gdzie się znajduje, jakim cudem trafił do takiego miejsca?!
- ..stem sam..jestem sam..jestem sam… - nagle jeden z głosów wydawał się być inny niż pozostały, dziwnie znajomy. Tom niewiele myśląc ruszył dalej przed siebie, dostrzegł kręcone schody, zaczął się po nich wspinać, coraz wyżej i wyżej. Każdy kolejny stopień zdawał się dodawać mu obciążniki do nóg. Głos jakby słabł, pomimo tego, że czuł iż jest coraz bliżej jego źródła. /Hotaro… Gdzie jesteś?!/
W końcu doszedł na jakieś piętro, wyżej schodów nie było, a korytarz który był przed nim miał poniszczone czarne ściany. Na podłodze stały rzędy pozapalanych świec, niektóre już powoli gasły, inne były wysokie i masywne. Wtedy brunet dosłyszał skrobanie z jedynych z drzwi. Jakby ktoś drapał je usilnie paznokciami. Dysząc, gdyż schody okazały się dużym wysiłkiem zaczął iść między świecami i otworzył pierwsze drzwi po lewej. Drapanie ustało, w ciemnym pokoju nagle zapłonęły lichtarze ze świecami, które były poustawiane w półkole. Po środku na czerwonym fotelu siedziało jakieś dziecko, miało na sobie brudne zakrwawione ubrania, dość dziwnie wyglądające. Tom przekroczył próg, a w przeciągu sekundy owe dziecko miało dłonie na jego ramionach, jakby bez żadnych oporów doskoczyło i utrzymywało się w powietrzu. Kiedy podniosło głowę mężczyzna wydał z siebie głośniejszy krzyk i upadł do tyłu na podłogę. Twarz malucha była okropna, po środku nieudolne szwy, przez całą jej długość, puste oczodoły, krzywe usta. Jakby ktoś zszył zupełnie dwie twarze w jedną.
- Potwór, potwór..! To ty nam to zrobiłeś! Potwór! – krzyczało podwójnym głosem. Mężczyzna niczym poparzony zaczął się czołgać i cofać do tyłu. Zatrzasnął za sobą drzwi dysząc, dopiero wtedy zauważył, że jego dłonie są pokryte gęstą czerwienią. /Kiedy..?!/ Od razu ściągnął z siebie brudną we krwi koszulę, zaczął mocno wycierać w nią twarz. Wtedy też rozległo się drapanie kolejnych drzwi, tuż naprzeciwko za jego plecami. Nieprzyjemny dreszcz zmieszany z mdłościami, jednak w tym wszystkim gdzieś ciekawość. Odwrócił się i pchnął mocno odrzwia. Ten pokój miał jedno okno, było zabite deskami, jednak przepuszczało do środa czerwone promienie światła. Stał przed nim jakiś mężczyzna, nieco zgarbiony.
- Nie sądziłem, że mi to zrobisz. – odezwał się i odwrócił przodem do Toma.
Miał zakrwawione usta, włosy opadały mu na zżółknięte gałki oczu, a skóra była trupioblada.
- O-ojcze.. – Głos Toma zadrżał.
- Tom, jak mogłeś mnie opuścić? Byłem aż takim złym ojcem? – zaśmiał się, dopiero teraz brunet dostrzegł w jego dłoni butelkę z jakimś alkoholem, czy raczej jego resztkami.
- Ja..przep—
- MILCZ! Wychowałem cię smarkaczu! Zawiodłeś mnie! Powinieneś umrzeć zamiast mnie! – Zamachnął się, a butelka trąciła nieco twarz Toba i rozbiła się na ścianie za nim.
Momentalnie nastała cisza, miał wrażenie, jakby ktoś przebił jego wnętrzności nożem. Gdy podniósł wzrok drzwi zniknęły, była jedynie ściana. Skrobanie. Odwrócił głowę w lewą stronę, skulona postać siedziała w rogu i drapała zakrwawionymi już palcami obicie brudnej ściany. Mężczyzna w milczeniu podszedł do owej osoby. Było mu już wszystko jedno, to musiał być koszmar, zaraz się obudzi, co mu szkodzi. Dotknął ramienia skulonej osoby. Gdy ta odwróciła głowę, od razu rozpoznał dwoje różnokolorowych oczu. Niski blondyn poderwał się do góry i mocno do niego przytulił, czuł jak drży jak płacze, jak jego ciało wypełnia ciepło.

Otworzył oczy, biel. Biały sufit. Usiadł na łóżku, gdzie był? Co to za miejsce? Wstał powoli, jego całe ciało było przemoczone od potu, włosy kleiły się do całej głowy. Zauważył swój telefon na brzegu jakiejś komody. Podniósł go powoli. Siódma. Spał dwie godziny, no tak Hotaro. To był dom Hotaro. Zauważył swoją książkę, wystającą spod łóżka. Tak, tak. Położył się i przysnął. To był tylko sen, dziwny sen. Zawinął mokre prześcieradło, wziął też powłokę z pościeli i poszedł z tym do łazienki. Wstawił pranie, sam umył się dokładnie, by po dwudziestu minutach wyjść gotowy, ubrany w czyste codzienne ubrania jedynie z mokrymi włosami. Zszedł na dół i przygotował kilka kanapek oraz termos z herbatą, które schował do torby.
Zaszedł na górę z tacką, na której były słodkie placki oblane syropem, do popicia sok pomarańczowy oraz w małym pojemniczku kilka truskawek z bitą śmietaną.
- Wstawaj królewno, śniadanie gotowe i zaraz idziemy więc ładnie się ubierz. – Postawił tackę na stoliku obok łóżka, po czym ściągnął z chłopaka pościel. – No już Hotaro, smacznego. – uśmiechnął się lekko. Stanął gdzieś obok w oczekiwaniu. Ciągle miał w głowie swój sen, starał się go zrozumieć, wiedział że w nowych miejscach zawsze ma koszmary, dlatego unikał snu jak ognia. Jednak sen to podświadomość człowieka, przynajmniej w jakiejś części. Co mógł on oznaczać?
avatar
Tom Salvia

Wiek : 31
Skąd : Francja.
Zawód : Psycholog-ochroniarz
Wygląd : Ciemno-brązowe włosy, z przodu dłuższe, nieco wchodzące w oczy. Z tyłu krótkie. Oczy mieszanka piwnych z dziwnym odcieniem, przez co wydają się być czerwone w świetle. Wysoki, zazwyczaj chodzi w eleganckiej koszuli, dżinsach i trampkach.
Stan : ---

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t155-tom-salvia

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Pią Maj 02, 2014 8:54 pm

Dzień przyszedł znów zbyt szybko, jak każdy kolejny, blondynowi wydawało się że z każdym porankiem noc się kurczyła na rzecz dnia, jednak organizm chłopca nie chciał się do tego dostosować więc spał coraz dłużej, najpierw udawało mu się budzić koło ósmej rano, po paru tygodniach była to już dziewiąta, jeszcze dalej dziesiąta. Teraz ciężko mu było wstać do szkoły, strasznie ciężko było otworzyć oczy i zwlec się z łóżka. Hotaro nie uznawał takich rzeczy jak budzik, w sumie skąd miałby go wziąć, nie miał telefonu który służył dziś ogółowi świata właśnie jako budzik. Gdy tylko światło padało na policzki i oczy chłopaka jego sen stawał się bardzo lekki i szybko można było go złamać, można powiedzieć że wykształcił coś na kształt systemu ostrzegawczego, wystarczyły głośniej zamknięte drzwi by blondyn się zbudził na równe nogi. Poczuł jakiś dotyk na policzku co od razu obudziło jego świadomość jednak oczy nie poszły za nią w parze bo nos poczuł znajomy zapach. Tak, był to zapach Toma którego obecność Hotaro zaakceptował, w sumie cieszył się że ktoś z nim jest i nie musi sam siedzieć w wielkim apartamencie. Mimowolnie delikatnie się uśmiechnął i spróbował zasnąć jeszcze raz gdy jego osobisty pies ochronny go otulił mocniej pościelą. Przekręcił się na bok i z lekkim uśmiechem zasnął jeszcze raz jednak sen nie trwał długo. Z błogiej nieświadomości wyrwały go krzyki, krzyki Toma. Nie krzyczał jakichś konkretnych słów, po prostu krzyczał co przeraziło chłopaka, po prostu nie był wstanie się ruszyć czy nawet zgiąć palcem u dłoni. Zaczął się zastanawiać co się stanie jeśli Tomowi coś się stanie, chciał pobiec zobaczyć co się stało ale nie był w stanie. Wpatrywał się w sufit a jego oczy znów zaszły lekką mgiełką, krzyk ucichł tak szybko jak się pojawił a Hotaro zaczął dochodzić do siebie, chciał chyba wmówić sobie że to tylko mu się przesłyszało i nic takiego się nie stało, że to tylko mara senna, spróbował zasnąć jeszcze raz co oczywiście mu się udało. Nagle coś znów mu przerwało, ktoś chciał po prostu obudzić go za wszelką cenę. Zabrał mu pościel której kurczowo się trzymał, jakby uznał to za ostatni bastion spokojnego snu. Jednak w końcu się poddał i cicho westchnął jeszcze z zamkniętymi oczami
-Jestem Twoim panem, nie królewną
Mruknął cicho i leniwie otworzył dwukolorowe oczy które jeszcze lekko zaspane spojrzały na tą uśmiechniętą mordkę Echo. Hotaro chcąc nie chcąc delikatnie się uśmiechnął i lekko przeciągnął
-Jeszcze nikt nie śmiał mnie tak wcześnie budzić
Mruknął znów lekko przecierając oczy. Gdy zobaczył jedzenie na tacy przeszły go lekkie dreszcze, przypomniało mu się karmienie z wczoraj. Nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą ale podobała mu się rola lalki, bezwładnej i bezbronnej lalki. Fakt o tym, że mają iść do wesołego miasteczka postanowił pominąć milczeniem.
-Mógłbyś mnie nakarmić?
Zapytał lekko chichocząc i zasłaniając usta dłonią. Jego zachowanie uległo diametralnej zmianie. Mimo że był jeszcze zaspany zasłonił usta dłonią jakby chciał utrudnić zadanie Tomowi, może chciał po prostu się z nim pobawić.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Tom Salvia on Sob Maj 03, 2014 12:14 pm

- Oczywiście, że mógłbym Hotaro. – Zaraz jak to powiedział podszedł do łóżka chłopaka. Wziął go na ręce ostrożnie, niczym szklaną lalkę, uważając aby nic mu się nie stało. Jakby się bał, że jego dotyk może jakkolwiek zranić blondyna.
Usiadł na krześle przy stoliku i posadził go sobie na kolanach, tak aby Hotaro plecami opierał się o jego tors. Wziął serwetkę, którą wcześniej ułożył na tacy w milczeniu ją rozłożył i obwiązał chłopakowi wokół szyi, aby ten się nie ubrudził niczym. Podniósł sztućce, pokroił część placka na małe kawałki. Nóż odłożył na bok, uważając aby o nic się nie ubrudził, a widelec i talerz wziął w dłonie.
- Smacznego, mój panie~ - zaakcentował z uśmiechem.
Zaczął go powoli karmić, na tyle ile chłopak mógł, czy raczej chciał. Co jakiś czas dawał mu się napić, a na koniec ostrożnie nakarmił go truskawkami przygotowanymi na deser. Wstał i go postawił przy szafie. Minęło może trzydzieści minut na śniadanie, tak więc nie było jeszcze późno, jak na sobotni poranek.
- Teraz przyszykuj się paniczu, za pół godziny przyjdę. – pokłonił się lekko i odwrócił, zabierając z powrotem tackę, po czym wyszedł. Zdecydował się koniec końców, iż śniadania będzie robił mu sam rano. Bez przesady, na razie nie ma potrzeby, aby budzić chłopaka aż tak wcześnie. Na to przyjdzie czas.
Pozmywał, ubrał się w płaszcz, przewiesił torbę przez ramię i zaszedł na górę po chłopaka. Pomógł mu się wyszykować do końca, złapał go za dłoń i zszedł z nim na dół, gdzie przed domem czekała na nich limuzyna. W końcu ojciec panicza pozwolił na wypożyczanie tego typu rzeczy, więc dla względnej ochrony to było bardzo pomocnym pomysłem. Samochód ruszył, a z zapomnienia Tom nie puścił dłoni chłopaka, tylko wlepił oczy w szybę auta, jakby był myślami zupełnie gdzie indziej.

[z/t]
avatar
Tom Salvia

Wiek : 31
Skąd : Francja.
Zawód : Psycholog-ochroniarz
Wygląd : Ciemno-brązowe włosy, z przodu dłuższe, nieco wchodzące w oczy. Z tyłu krótkie. Oczy mieszanka piwnych z dziwnym odcieniem, przez co wydają się być czerwone w świetle. Wysoki, zazwyczaj chodzi w eleganckiej koszuli, dżinsach i trampkach.
Stan : ---

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t155-tom-salvia

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Sob Maj 03, 2014 1:39 pm

Hotaro cicho zachichotał gdy Tom zaczął go karmić, młody chłopak miał wrażenie że już nie musi się martwić o nic, że wszystkim może zająć się Echo a Hotaro będzie mógł wrócić do swojego beztroskiego dzieciństwa jednak sielankę w jego głowie przerwało wspomnienie krzyku Toma, nie umiał sobie wmówić że był to tylko sen, nie mógł w to uwierzyć. Lekko zadrżał ale wręcz niedostrzegalnie.
-Dziękuje Echo
Powiedział z uśmiechem gdy Tom skończył karmienie i blondyn mógł stanąć na własnych nogach. Śniadanie nie trwało długo, na co Hotaro tylko cicho westchnął i rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu butelki tabletek które wczoraj rzucił w kierunku drzwi. Nie było ich tam więc uznał że zabrał je mężczyzna. Blondyn już teraz zaczął odczuwać lekkie skutki syndromu odstawienia, minęły już w sumie ze trzy dni jak nic nie wziął i zaczynało mu to przeszkadzać, stawał się lekko nerwowy i wystraszony. Otworzył szafę z ubraniami i na szczęście tutaj zastał to co zostawił. Jego ulubione bluzy z kapturami, spojrzał przez okno jaka była pogoda, po chwili wzruszył ramionami i uznał że to nie ma znaczenia i tak ubierze to co zechce. Dziś wybrał błękitną bluzę z sterczącymi kocimi uszami na kapturze, była trochę za duża jednak chłopakowi to nie przeszkadzało. Pod to założył duży T-shirt z jakimś napisem, ciemne dżinsowe spodnie i ciemnozieloną chustę na usta, zawsze je chował, po prostu tak miał. Wyglądał dość zabawnie, zielona chusta, niebieska bluza i ciemne spodnia, faktem było że chłopak nie wiedział wiele o modzie i mu to nie przeszkadzało, nie wiedział nawet jakie kolory do siebie pasują a jakie nie. Już ubrany usiadł sobie na łóżku w oczekiwaniu na Toma, zaczął rozmyślać jak to dziś będzie jednak nie zdążył zbyt długo nad tym pomyśleć bo w drzwiach po chwili stanął mężczyzna który bez słowa chwycił chłopaka za dłoń i wyciągnął z pokoju, następnie z mieszkania. Hotaro nie oponował, przecież mieli jechać do wesołego miasteczka, tylko nie wiedział jak ma zareagować na przytrzymanie własnej ręki. Chcąc nie chcąc co chwile patrzył na ich złączone dłonie kątem oka
-Ojciec pozwolił Ci wziąć limuzynę?
Zapytał, chciał spróbować nawiązać rozmowę, nie często miał do tego okazje


[z/t]

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Tom Salvia on Pią Maj 09, 2014 8:45 pm

Wesołe miasteczko, dom strachów, pouczanie chłopaka apropos noszenia maski. Wszystko skończyło się w mgnieniu oka. Czas, który temu poświęcił, cóż nie żałował go. Podczas „mrożącej krew w żyłach” kolejki, może kilka razy podskoczył lekko, jednak nie było to ogromne przerażenie. Ciężko było wyprowadzić tego mężczyznę z równowagi. Przez powrotną drogę do mieszkania Hotaro napominał go odnośnie nauki, odrabiania lekcji i tym podobnych rzeczy.
Następny dzień przebiegł dość spokojnie, Tom zajął się gotowaniem, dał nieco luzu chłopakowi, chociaż po obiedzie sam się pofatygował i zabrał za pomoc mu w nauce. Wytłumaczył kilka przykładów z fizyki oraz chemii, pomógł przy pracy z polskiego, do matematyki się wolał nie dotykać. Zresztą ojciec panicza napomknął coś o dodatkowych zajęciach z tego też przedmiotu. Wieczór nastał szybko, umył się i jak ostatnio stał w pokoju chłopaka, puki nie uznał, że ten już śpi. Noc spędził na czytaniu jednej ze swoich ulubionych książek. Nad ranem utknął na przeglądaniu swojego telefonu. Znalazł jakieś stare zdjęcie uśmiechniętego, młodego chłopaka, jasne włosy, luźna koszulka. Pod wpływem impulsu ustawił to na tapetę w telefonie. Wtedy też rozległ się cichy budzik z jego zegarka na nadgarstku. Znowu zapomniał go zdjąć przed snem. Przyszykował śniadanie na stole, jak i takie do papierowej torby. Zaszedł na górę, wiedział że to nie będzie łatwe zadanie, jednak się go podjął.
- Paniczu, czas do szkołyyyy~ - zanucił chłopakowi melodyjnie wprost do ucha, nachylając się nad nim.
Westchnął głośniej nie zauważając żadnej żywszej reakcji ze strony blondyna. Przyszykował więc czyste ubrania, które zdążył wywiedzieć się wcześniej iż leżą w komodzie panicza. Zdjął pościel z Hotaro, posadził go sobie na kolana i zdjął z niego delikatnie piżamę, po czym ostrożnie nałożył normalne ubrania. Zniósł go na dół, w czym już zaczynał do niego głośno mówić, a konkretniej wymieniając różne definicje zasad w fizyce. Gdy już zauważył całkowite rozbudzenie u chłopaka posadził go przy stole kuchennym i nakarmił jajecznicą z bekonem, co jakiś czas czyszcząc jego buźkę serwetką. W końcu rozległo się trąbienie auta za oknem.
- Miłego dnia w szkole Hotaro. – Tom uśmiechnął się do chłopaka promiennie. Odprowadził go do zamówionego auta. – Ah! Prawie bym zapomniał. – Wyjął z kieszeni telefon z klapką, najprostszy w obsłudze. – Proszę, ma nawet kolorowy wyświetlacz. Masz tam zapisany tylko mój numer telefonu, więc gdyby coś się działo od razu masz dzwonić. – powiedział całkowicie poważnie.
Pokazał jeszcze szybko chłopakowi jak obsługiwać owy model, wręczył mu też mały notatnik w którym sam spisał jak używać aparatu, bardzo czytelnie. Wręczył mu to do rąk i poczekał aż auto odjedzie.

/To teraz…/
Westchnął głośno, przyszedł czas wolny, Hotaro kończy dość późno zajęcia. A jemu teraz przyda się bardzo chwila odprężenia i zapomnienia. Nowe miejsce zamieszkania, opieka nad młodym chłopakiem. Rozmasował swoje skronie, w końcu od dwóch dni nie spał, czy może od trzech? Męczące. /Jak usnę to pewnie znowu będę mieć jakiś chory koszmar./ Skrzywił się nieco pod nosem. Wrócił na chwilę do mieszkania, nałożył na szarą koszulę swój brązowy cienki płaszcz, wsunął portfel do kieszeni i udał się prosto w stronę miejskiego parku. Takie miejsce było idealne na chwilę wyciszenia. Zastanowienia się nad samym sobą.
Usiadł na ławce z kubkiem gorącej kawy w ręku. Z wielką chęcią zamieniłby to na jakiś mocniejszy trunek. Napiłby się teraz to do powrotu powinien wytrzeźwieć całkowicie. /Nie, nienawidzę pić sam./ Stwierdził koniec końców i oparł się na ławce zadzierając głowę w górę, tak aby patrzeć się na zachmurzone niebo. /Mogłoby padać, kiedy ostatnio zmokłem na deszczu…? Ah, to musiało być podczas pobytu na moim stażu./ Uśmiechnął się delikatnie wracając do wspomnień. /Zapomniałeś wtedy parasola głupku, byłeś cały przemoczony a nadal tak szeroko uśmiechałeś się na mój widok…/ Westchnął ciężko, czując ukucie w piersi. Powinien w końcu dać spokój tym wspomnieniom, tak jak wyrzucił myśli o ojcu, tak samo powinien wyrzucić każdą część łączącą go z „nim”. /Chyba powinienem sobie w końcu kogoś znaleźć./

[z/t]
avatar
Tom Salvia

Wiek : 31
Skąd : Francja.
Zawód : Psycholog-ochroniarz
Wygląd : Ciemno-brązowe włosy, z przodu dłuższe, nieco wchodzące w oczy. Z tyłu krótkie. Oczy mieszanka piwnych z dziwnym odcieniem, przez co wydają się być czerwone w świetle. Wysoki, zazwyczaj chodzi w eleganckiej koszuli, dżinsach i trampkach.
Stan : ---

Zobacz profil autora http://yaoisekai.nightforum.com/t155-tom-salvia

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Sob Maj 10, 2014 8:56 pm

Dzień w wesołym miasteczku nie był tak zły jak się spodziewał, nie mógł tylko się pogodzić z utrata maski jednak te żale szybko pochłonęły odmęty nocy i snu, tej nocy śnił mu się koszmar, niemy koszmar który go paraliżował jeszcze w przestrzeni snu a przeniósł się jeszcze na rzeczywistość. Śniło mu się że nie może mówić, otwiera usta ale nie umie wydobyć z nich nawet słowa, w kolejnych fazach tracił czucie w rękach, nogach, powiekach a na końcu stracił czucie w płucach, jakby zatracał zdolność oddychania. Nie był wstanie określić sytuacji, po prostu stawał się rośliną. Torturująca cisza, po chwili piszczenie rozwalało jego głowę od środka. Nagle coś go obudziło jednak miał wrażenie że dalej śni, tylko kolory się zmieniły bo sny Hotaro były czarno białe, nie był wstanie dostrzec w nich koloru. Zobaczył Toma, poczuł się nieco bezpieczniej jednak dalej nie umiał nic powiedzieć czy kiwnąć palcem. Mężczyzna chyba tego nie zauważył, pewnie przypisał to pod zaspanie. Nakarmił go, ubrał, mówił jakieś dziwne zasady fizyczne których blondyn nie był wstanie zapamiętać. Wepchnął w kieszeń telefon i wyprowadził do podstawionego samochodu. Wszystko działo się dziwnie szybko, zbyt szybko bo chłopak nie był wstanie wydusić słowa. Dopiero w samochodzie na tylej kanapie do siebie doszedł i wziął głęboki wdech i opadł bezwładnie na kanapę. Uśmiechnął się delikatnie bo odzyskał czucie w całym ciele i wyciągnął z kieszeni telefon żeby zobaczyć czym właściwie dysponuje. Nie było tak, że blondyn był elektroniczną sierota. Po prostu nie używał telefonu, uważał że to pewnego rodzaju smycz, a bestie nie noszą smyczy na karku. Zachichotał cicho i wcisnął telefon w bok kanapy w samochodzie. Był ciekaw jak na to zareaguje Tom.


[z/t]

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Hotaro Vonnenngut on Wto Maj 20, 2014 2:20 pm

Dzień był długi, zbyt długi a Hotaro popełnił zbyt dużo błędów. Po dzisiejszym dniu nie mógł nazwać się bestią, co najwyżej pisklakiem feniksa. Zbyt mocno czuł smycz na szyi którą założył mu paradoksalnie jego pies. Tom, ochroniarz który prawdopodobnie wybył z miasta a w zastępstwie zostawił rudego wielkiego lalusia. Akurat ten problem Hotaro rozwiązał bardzo szybko. Wręczył dryblasowi plik banknotów których prawdopodobnie nie widział na oczy i szybko zniknął. Blondyn w końcu dotarł do domu i zaczął się rozglądać po mieszkaniu, alkohol rozprowadzony już dokładnie w żyłach dał o sobie znać bo młody chłopak przestał się kontrolować. Zaczął cicho się śmiać i rozwalać różne rzeczy jak talerze czy wazony czy nawet telewizor w którym teraz tkwiło parę noży. Wieczór nie był długi choć intensywny. W końcu chłopak zmęczony demolowaniem mieszkania padł na kanapę w salonie i zasnął. Kac na drugi dzień nie był jakiś ogromny jednak był to pierwszy taki stan dla blondyna i nie wiedział czym to jest, czuł tylko że nie jest zdolny do niczego. Napił się mleka, ba, wypił cały karton na raz i zaczął szukać jakichś proszków. Poszedł do pokoju Toma, bo wiedział że skonfiskował wszystkie jego leki i gdzieś schował, był pewien że ich nie wyrzucił. Zachichotał cicho i zdemolował cały pokój Toma. Dopiero po rozpruciu całego materaca znalazł walizkę zamkniętą na kłódkę, przeciągnął ją do salonu gdzie z rozwalonego telewizora cały czas leciały iskry jednak nie trafiały na nic co mogło by się zająć ogniem więc chłopiec to zignorował. Przyjrzał się zamkowi, nie był wstanie go otworzyć więc postanowił go rozwalić
-Czego oczy nie widzą...
Powiedział z uśmiechem i otwieranie zamka nie zajęło długo. Nie przyglądał się też rzeczą które znalazł, nie obchodziły go. Rozrzucał rzeczy po całym mieszkaniu aż znalazł swoje zapasy narkotyków i leków przeciwbólowych. Zachichotał cicho.
-Ciekawe co pomyśli gdy to zobaczy
Zaśmiał się znów i rozejrzał po "dziele" które popełnił. Poszedł szybko na górę i się przebrał w swoje zwyczajowe ubrania, bluza z kapturem i kocimi uszami, oczywiście zbyt duża. Przy przeszukiwaniu mieszkania znalazł swoją maskę gazową z filtrami na bokach i goglami do kompletu. Założył ją, wziął swój drewniany miecz który zamocował przy pasku spodni na specjalnej kaburze i wyszedł. Oczywiście zabierając trochę towaru i noży w kieszeniach. Faktycznie drewniany miecz miał tylko odciągać uwagę od noży które były ostre jak żyleta.



[zt]

Powrót do góry Go down

Re: Apartament Hotaro

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach